“Der Tam”

“Der Tam” to jednorazowa, humorystyczna gazetka, stworzona odręcznie przez dwóch wujków Amira Earona: Avruma-Shiye Weintroba i Arona-Wolfa (później znanego jako Zeev) Weintroba. Aron-Wolf miał 18 lat, a jego brat był kilka lat starszy. “Der Tam” powstał w 1918 r. w Węgrowie.

Tłumaczenie na język polski: Agata Kondrat i Anna Szyba.

DER TAM
Cena 00 feningów
Pierwszy rocznik
Wydanie popołudniowe
Nr 1

DER TAM [GŁUPIEC]
piątek, cheszwan, roku 1918, Węgrów, październik

Cena abonamentu
Za gazetę główną, która się ukazuje

Za dodatek, który się nie ukazuje

Cena ogłoszeń
Za drobniutką linijkę,
za tekst o objętości 10 słów,
za tekst o objętości 20 słów,
NEKROLOGÓW nie przyjmujemy.

Smaczek na „Der Tam” [1]
Nasza gazeta nosi tytuł „Der Tam”, bo mamy nadzieję, że nie pojawi się więcej niż jeden raz.
Redakcja „Der Tam”

[1] Tytuł brzmi w jidysz: Der tam ojf „Dem Tam”, co jest grą słów opartą na takim samym brzmieniu słów jid. der tam ‘smak’ i jid. der tam ‘głupiec’.

Warszawskie domy pana Struzmana
Warszawa. Jak donoszą nam zaufane źródła, pan Struzman przesłał do Agudy żądanie, aby ta wystawiła jego kandydaturę na stanowisko dozora[2] w gminie, bo sprawuje on już stanowisko dozora/dozorcy w pięciu domach w Warszawie.

[2] Dowcip opiera się na podobieństwie słów jid. dozor ‘urzędnik w gminie’ i jid. dozor ‘dozorca’ < ros.

CZYTAJCIE I ABONUJCIE „DER TAM”

Do czytelników
Szanowni Czytelnicy! Ponieważ nasza gazeta nie została jeszcze zarejestrowana u oficjalnych władz, nie możemy oficjalnie dostarczać wiadomości wojennych. Wydawca.

Walki wyborcze w Lublinie
Lublin, 12 października. Jak donosi syjonistyczne biuro tamtejsi bundyści nie mogąc dorównać naszemu prelegentowi p. dr. Gotliebowi, przeprowadzili atak połączony z wyborami… do magla. Z tego powodu ucierpiało wielu syjonistów.

Der Tam jest ilustrowaną, społeczną, polityczną, naukową, literacką, muzyczną, dramaturgiczną gazetą.

Der Tam ukazuję się codziennie co godzinę.

Der Tam nie można kupić za żadne pieniądze. Nie znajdziesz go też w żadnym kiosku. Za darmo też go nie dostaniesz.

Podpiszcie i przekażcie dary dla biblioteki!!
Książka jest twoją duszą! Gdy zabiorą ci książkę, to jakby zabrali ci duszę. Bracia podpisujcie!
Od złożenia podpisu nie jest zwolniony także ten, kto w czasie ogólnego zebrania głosował na „nie”.

Praktyczna nauczycielka języka hebrajskiego
Ester Riwka Rubinsztejn nauczy w Sokołowie w niezwykle krótkim czasie dzięki specjalnej metodzie wszystkich błędów, które można zrobić w języku hebrajskim. Niska cena!

Czytajcie i dziwujcie się!
Czytajcie i dziwujcie się!

Miliony piór
W sklepie p. Holanda w Węgrowie można kupić po bardzo umiarkowanych cenach pióra, którymi po zamoczeniu w atramencie można wypisać sobie tyle milionów, na ile człowiek tylko ma ochotę.

Dziwujcie się!
Dziwujcie się!

PISMA, listy, zażalenia, zaproszenia, kwitle do rebego oraz prośby do okręgowych urzędników należy zamawiać u słynnego pisarza MENDELA HALANTA. Pisze on najszybciej, najsprawniej i najzręczniej jaki i najczyściej oraz na bieluteńkim papierze.
Uwaga: Przy wejściu proszę dzwonić.

Der Tam Nr 1
2

Na straży
samego siebie

Takie oto zjawisko. Na miejscowym targu (w Węgrowie) pojawiła się ostatnimi czasy „nowiutka buda” z szyldem „Polska sprzedaż gazet”. Właścicielem tej budy jest Rada Opiekuńcza z Węgrowa, której nie robi żadnej różnicy, komu sprzedaje gazety i nie rozdaje Żydom i chrześcijanom odezwy z hasłem ‘swój do swego’.

Niestety tutejsi żydowscy sprzedawcy gazet nie są tak tolerancyjni i zaopatrują całe miasto w gazety. Do wspomnianej budy może podejść każdy. Prowadzi to do tego, że zatrudniony tam pracownik cały dzień musi siedzieć sam, nie mając nic do roboty. Czy możemy przejść obok tego obojętnie? Święty obowiązek spoczywa na nas, na każdym węgrowskim Żydzie, bez różnicy na płeć i wiek, każdy, w kim żarzy się choćby iskierka żydowskości, powinien codziennie pytać na tym właśnie straganie o żydowskie gazety, mimo że ich tam nie kupisz. Cały dzień pracownik zajęty będzie odpowiadaniem na pytania. My także tym sposobem pokażemy naszą tolerancję i to w czasach, kiedy rozprzestrzeniają odezwy z hasłem „swój do swego”. My do nich chodzimy i u nich kupujemy. Mimo że liczymy się z ich odezwami. Niech widzą: „Jaka jest różnica między synami Laban i Hemi” (Talmud, Mesechet Brachot)

Ważne! Ważne! Ważne!
Na dniach ukaże się w wydawnictwie Folkshejm w Warszawie zbiór pt. „WSZYSTKIE PRZEMOWY N. PRYŁUCKIEGO wygłoszone w radzie miejskiej”.
Książka będzie składać się ze stu tysięcy arkuszy wydawniczych zapisanych drobnym maczkiem. Dla folkistów cena bardzo niska.

Co odpowiedzą Niemcy na propozycję pokojową Wilsona?
Wiedeń. 9 października. Jak donoszą nasi korespondenci, w Budapeszcie nikt nie wie co Niemcy odpowiedzą na propozycję rozejmu wysuniętą przez prezydenta Wilsona. Chodzą słuchy, że w Niemczech też nie wiedzą, co odpowiedzą.

Pasza pik na tureckim froncie
Konstantynopol. Jak donosi nam tamtejszy komentator na północnym wschodzie jeziora Genezaret został odkryty bardzo […] paszy. Niestety jednak nie ma jak wykorzystać tego miejsca.

Zajęte Chiny
[…] donosi z Tokio, że japoński 5. korpus artylerii 25. września nagle dostał „skrzydeł” i ruszył na podbój Chin.

W lokalu p. Liberhanda, a dokładnie w jego sypialni w szabes, 6. miesiąca cheszwan odbędzie się WYŚMIENITY ODCZYT. Czytany będzie publiczności ostatni numeru „O ruchu syjonistycznym”. Oczekujemy w pełnym napięciu.

Między zwierzętami
Opowieść wilka
Wiele lata mojej młodości nie było mnie w lesie. Chowałem się wśród ludzi i byłem tym, na którego ludzie wołają ‘odźwiernym’. Wiedziałem, że jest coś takiego jak las, wiedziałem też, że żyją w nim inne zwierzęta i że wiedzie im się całkiem dobrze, a las jest domem dla wielu z nich. Jednak ciężko było mi opuszczać moich gospodarzy, u których się chowałem. Strzegłem ich dobytku jak wierny pies. Byli za to wdzięczni i nie traktowali mnie jak psa. Lubili mnie, miękko mi wyścielili mój kojec i głaskali po futrze, po pysku, gdy mieli czas. Nie trzymali mnie też na łańcuchu. Pewnego pięknego poranka mój gospodarz zachorował i zmarł. Moje serce bardzo się zasmuciło. Nikt mną już się tak nie zajmował i wiedziałem, że dłużej nie będę mógł zostać wśród ludzi. Zacząłem myśleć o ucieczce do lasu. I stało się to pewnego ponurego, dusznego letniego wieczoru, gdy stałem i strzegłem zagrody. Z daleka usłyszałem tępy, niski dźwięk. Jakby gdzieś daleko grzmiało. Moje serce było złamane ze zgryzoty. Było mi bardzo smutno i pomyślałem, że teraz jest najlepsza okazja, aby pobiec do lasu. Zebrałem się w sobie i zrealizowałem mój plan. Gdy podbiegłem do lasu usłyszałem warczenie zwierząt. Las nie był zbyt gęsty i słychać była nawet najcichsze głosy. Wszedłem do lasu a serce zaczęło mi szybciej bić. Już na wstępie zwierzęta bardzo miło mnie powitały i cieszyły się, że w końcu przyszedłem tu do nich. Wkrótce poczułem się jak w domu. Między drzewami na polanie stał stół, na którym płonęła woskowa świeca. Wokół stołu leżały zwierzęta, które, jak mi powiedziano, były lwami. Nie byłem wśród zwierząt dobrze obeznany i nie potrafiłem odróżnić lwów od innych zwierząt. Rozpoznałem tylko inne wilki, które należały do mojego gatunku. Świeca na stole [dokończenie na stronie 3]

Der Tam Nr 1
3

Notatki wyborcze

– Nu, reb Joske, pójdziecie na wybory [3]?

– Brrrr, Panie w Niebiosach! Ja wszystko zrobię, co tylko zapragniesz, ale jedną mam do Ciebie jedną prośbę, uchowaj mnie od wyborów!

– A co się tak od tych wyborów wzdrygacie, reb Joske? Już tak nisko spadliście w tych wyborach? Jesteście przecież syjonistą.

– Spadliśmy? Ach, bracie… Jakbym ja nisko spadł, to długo nie wychyliłbym nosa z domu. Ja tylko lekko uszkodziłem stopę i dlatego kuśtykam teraz jak kobyła Stefana.

– ?

– Tak właśnie. Żaden ze mnie syjonista. Jestem zwykłym woźnicą. Znaczy się odkąd kobyła mi zdechła, już nie jestem woźnicą. Tak tylko kręcę się między końmi, tu maklerzy, tu spekulacje. Tam wypróbuję jakiegoś konia. A teraz z wami gaworzę. Tak się kręcę. Jak miałam swojego kasztana, to mieszkałam jak pan na wsi. Przyszedł do mnie pewnego razu starosta, było to jakoś po Pesach i mówi do mnie: „Joske, chcesz zarobić miedziaka?” Tak właśnie do mnie mówi. A dlaczego miałbym nie chcieć? Mówi: „Idź na drogę jutro rano. Trzeba ją wyrównać. Wyjdziesz ze swoim kasztanem.” Następnego ranka poszedłem na szosę. Było już tam kilku chłopów ze swoimi szkapami i zaraz zaczęliśmy równać. Jeździłem tak z pół godziny i w końcu postanowiłem sprawdzić, jak się ma mój kasztan. Czy aby się nie zagrzał. Wiedziałem, że nie powinien się zgrzać, ale przy wale złapał mnie taki skurcz w nodze, że przeleżałem 8 tygodni w szpitalu. Od tego czasu przysiągłem sobie, że na żadne wybory nie idę.

Koniec

[3] Dowcip opiera się na podobieństwie brzmieniowym słów jid. wal ‘wybory’ i wal ‘wał’.

Do mojej ukochanej

Gdy otwieram oczy,
i wiem, że nie ma cię przy mnie –
to chciałbym odlecieć
zaraz do ciebie.

Tylko modlitwę odmawiam
do tego, co w niebie spoczywa.
Tak szybko odlatuje
i przylatuję tam, gdzie ty.
Jungerman/Młodzieniec

Co słychać w Węgrowie?

Węgiel dla miasta
Jak nam donoszą nam pewne źródła, nasze miasto zapadło w sen zimowy. Podobnie duże ilości węgla, które wybrały się na wojnę. Teraz w mieście nie ma węgla i ludzie palą drewnem i torfem.

Ukarano zdjęcia
Tutejszy fotograf M. D. Lajchtmajer został ukarany przez sąd karą sześciu miesięcy więzienia za zdjęcie bielizny ze strychu sąsiada.

Wielki pożar
Jak donoszą nam z ulicy Niemieckiej we wtorek rano u tamtejszego piekarza pana M. Dowidzona spalił się cały plac drewna. Jak dowiedzieliśmy się z pewnych źródeł, miał on sam palić tym drewnem w piecu i to nie całym drewnem na raz, ale stopniowo.

Recepta na spekulacje
Tutejszy były woźnica D. Ferdsganow [Koniokrad] został wczoraj wieczorem około godziny 9 aresztowany obok Stoku za wykradnięcie przy użyciu „spekulacji” konia ze stajni. Jak nam donoszą pewne źródła, spekulacja ta nie była jego pierwszą i grozi za nią kara dwóch lat pozbawienia wolności.

Czarny rynek
Pięćdziesięciotysięczne banknoty – 50.000 kopiejek
Stutysięczne banknoty – 10.000 kopiejek
Korony – 100 dolarów


[dokończenie ze strony 2] nawet nie paliła się tak jasno, aby oświecić całe zgromadzenie zwierząt. Powodowało to, że wiele zwierząt błądziło w ciemności. Świeca jednak wydawał przyjemny blask. Zwierzęta opowiedziały mi także, że im dłużej świeca płonie, tym jaśniej oświetla okolicę. Wilk, z którym się zaprzyjaźniłem zaprowadził mnie do stołu i przedstawił tym, którzy leżeli wokół. Noc spędziłem już w lesie i jak każdy wilk musiałem sam zdobyć jedzenie a nie dostać je z ludzkiej ręki. Poczułem się bardzo dobrze. Następnego ranka jeden z tych, o których mówiono się, że są lwami oprowadził mnie po całym lesie. Pokazał mi wszystkie nory, w których wypoczywały zwierzęta. Opowiadał mi, że w nich chronią się przed ludźmi, którzy polują i zdobywają jedzenie w lesie. „Te wszystkie nory – powiedział do mnie – sam zbudowałem. Także stół ze świecą zawdzięczacie nikomu innemu jak mi”. Zadowolony wszystkiego wysłuchałem i posłusznie przytakiwałem. Na końcu powiedziałem: „Panie lwie, pewnie bardzo ciężko to wszystko tak samemu budować. Może mogę w czymś pomóc?”. „O tak, z przyjemnością” – odpowiedział – „Czemu nie! Ale ponieważ nie wiesz za bardzo, co jest do roboty, ja Ci będę mówił, a ty będziesz robił”. I tym sposobem zacząłem pracować dla zwierząt. Ulepszałem ich nory, strzegłem ich dzieci przed obcymi zwierzętami, gdy one wyruszali na poszukiwania jedzenia itp. Żyłem w lesie bardzo dobrze i całkowicie zapomniałem o mieście i ludziach. Pewnego razu starsze zwierzęta wróciwszy z miasta z wyprawy rozpuściły plotkę, że wśród ludzi panuje coś, co nazywają „demokracją”. Trzeba byłoby wprowadzić to także wśród zwierząt, bo powiadają, że to bardzo dobre. Wkrótce podniósł się rwetes. Psy zaczęły szczekać – „demokracja” – nie wiedząc zapewne, co to jest. Koty zaczęły miauczeć „demokracja” i zrobiła się taka wrzawa, że myślałem, że już z tego z życiem nie ujdę. Przy pierwszej okazji uciekłem z powrotem do miasta. Czym skończyła się ta wrzawa, nie wiem. Słyszałem, że stół przywłaszczyła sobie zgraja kotów. Świeca już dawno się wypaliła. Stół stoi jeszcze zbutwiały. Nie wszystko, co dobre jest dla ludzie, jest też dobre dla zwierząt. Też stało się dla mnie jasne, że moje cierpienie, prawdziwym cierpieniem nie było.

Der Tam Nr 1
4

Listy do redakcji

Szanowny Pani Redaktorze,

proszę pozwolić wydrukować mi w Pańskiej szacownej gazecie następujący protest przeciwko gazecie „Der Moment”.

W okresie gdy żydowska prasa nie ukazywała się, wierząc że lada dzień znów wznowi swoją działalność, wysłałem do wspomnianej redakcji korespondencje z naszego miasta (zwykle nie piszę korespondencji) i podpisałem oczywiście moim nazwiskiem. Napisałem wielkimi literami: Dowid Szrajber. Miałem nadzieję, że zostanie to wydrukowane (inaczej bym jej nie wysyłał). Możecie sobie wyobrazić jak gały mi prawie z orbit wyłaziły, gdy wyglądałem tak przez osiem tygodni z rzędu (miało to miejsce w pierwszych dni, gdy zamknięto prasę) dzień w dzień gazety u nas w miasteczku gazety, a ona nie przychodziła. Ale cóż można było zrobić? W tym tygodniu, gdy gazeta w końcu się ukazała z drżącym sercem przejrzałem rubrykę „Korespondencje”. A tam zamiast mojego nazwiska Dowid Szrajber zobaczyłem Szlojme Szrajber – imię mojego syna. Czy to nie sprawka jego matki, która ze mnie pokpiwa? Wyrażam zatem mój stanowczy protest przeciwko redakcji „Der Moment”. Dzięki Bogu, że zainicjowaliście wydawanie gazety „Der Tam”. Będę mógł teraz przysyłać moje korespondencje do was.
Dowid Szrajber [Pisarz]

Z prowincji

Rozbity Kamień.

U nas na wsi nie ma prawie innych Żydów. Wynająłem sobie czytelnię, aby przechowywać w niej książkę, którą właśnie czytam i tym sposobem uchować ją od kradzieży. Wypożyczyłem ją z węgrowskiej biblioteki. Wstawiłem tam teraz kilka łóżek i śpimy tam. Dzięki temu, że jest tam też komin, można ugotować coś do przegryzienia w południe. A żebym mógł tam spędzać wieczory wstawiłem jeszcze centryfugę.
Mojsze Dorfsman [Wieśniak]

Redaktor Wolf Weintraub

Prezenty ślubne najlepszego sortu

U Heli Zając w Siedlcach

Wygodne sienniki
Wszystkie kolory, w szczególności brązowy i niebieski
Mojsze Ekerman

Szukam narzeczonego. Ważne, aby nosił długie stroje. Panna z dobrego domu.

MIESZKANIA!!!
Szukamy mieszkań dla stowarzyszenia. Mieszkania powinny mieć cztery pokoje i jedną wielką salę. W sali powinna być scena, a na scenie kurtyna. Poza kurtyną, sekcja dramatyczna i czterech referentów pierwszego sortu. Zarząd sokołowskiego stowarzyszenia Bnej-Syjon

WŁAŚNIE UKAZAŁY SIĘ DRUKIEM
WIERSZE ZABRANE
słynnego poety i pisarza będącego jednocześnie artystą B. Fridmana.
Książka ma wspaniałą obwolutę i długa jest na siedem arkuszy wydawniczych. Cena to nie mniej i nie więcej niż trochę pieniędzy. Dla Poelej Syjonistów z 105% rabatem. Święto dla Syjonistów!

Sokołowska sekcja dramatyczna Poalej Syjon wystawia dziś sztukę pt. PURIM DO MEGILI.
W rolach głównych: pan Białobroda będzie wydawał dźwięki kołatką, panienka Ester Hinczes będzie śpiewać a Jakob Płatner odpowiedzialny jest za muzykę.

Wszyscy bundyści z tutejszej organizacji budnowskiej kulturalnej wystawiają sztukę pt. GŁÓD I BIEDA – tragiczne przeżycia z czasów wojny. Autora „Wojny”.

U każdego zamężnego młodzieńca wystawiana będzie słynna tragiczna sztuka pt. KOBIETA WSZECHWIEDZĄCA. Początek osiem dni po ślubie. Autora „Ludzkiej głupoty”

WIECZOROWE KURSY HEBRAJSKIEGO
Chcemy otworzyć wieczorowe kursy języka hebrajskiego. W tym celu szukamy mieszkań, które pomieszczą po 100 uczniów. Płatne z góry. Mieszkania powinny także mieć odpowiednie wyposażenie i elektryczne oświetlenie jaki i podręczniki.
Komisja Kulturalna przy Stowarzyszeniu Bnej-Syjon w Sokołowie

Nagrodę w wysokości 1000 marek
otrzyma każdy, kto przyniesie dwie pary zamszowych butów, parę nowych kamaszy, zimowe palto i kostium damski.

Koszerne przestępstwo
Podążając w kierunku demokracji zgubiłem swój ministerski portfel. Uczciwego znalazcę uprasza się o oddanie Janowi Kurażewskiemu.

Oddam
kaszel ze wszystkimi dodatkami, tj. plucie krwią, poty, ból serca itd.
Hipochondryk

Kaczka w Sokołowie
Pozdrawiam Was
Wolf Weintraub